Czy architekt, artysta ma wpływ

na kształtowanie gustów tzw. przeciętnych zjadaczy chleba? Myślę że jest z tym różnie.

Załóżmy że ma, co wtedy się dzieje. Jeszcze jedno założenie że, twórca, projektant jest profesjonalistą i zna potrzeby odbiorców. Tworzy rzeczy na które jest zapotrzebowanie, projektuje pod preferencje odbiorcy. Paradoksalnie to gust odbiorców kształtuje wizję projektanta. Tworzy się sprzężenie zwrotne które umacnia obie strony w przekonaniu że to co powstało jest „dobre”. Rozpatrując inną zależność, przyjmijmy że twórca nie zważa na upodobania odbiorcy i tworzy coś co uważa za swoją „misję”. Wtedy powstaje sytuacja w której musi przekonać dziełem, odbiorcę do swojej idei. Musi, jeśli z tego żyje i chce to sprzedać. Odbiorca, na szczęście, głosuje swoim portfelem, ale przecież nie ma zależności między zasobnością portfela a gustem. Sytuacja byłaby idealna gdy majętny mecenas, z ukształtowanym dobrym gustem, zamawia „dzieło” u dobrego a nawet u bardzo dobrego fachowca /kto wyznacza kryteria dobroci?, temat na inne przemyślenia/, ten tworzy, mecenas płaci i stawia „dzieło” na widoku publicznym tak aby inni maluczcy mogli brać z tego wzór. Kontynuując tę idyllę, ludkowie klaszcząc w dłonie idą i powielają przeważnie bezkrytycznie /bo skoro mecenas objawił/ ów ideał. Co się będzie dalej działo każdy może sobie wykoncypować. Świat powielanych idealnych wzorców stałby się nie do zniesienia. Jednak, jeśli mamy zatrzęsienie mecenasów i twórców wolnych, ale gotowych się „sprzedać” to możemy wtedy wybrać coś dla siebie z ich tworów. Nie będę się zastanawiał skąd mecenasi mają pieniądze i dlaczego wybrali tych twórców i ich dzieła. Jeżeli mecenasi mają dobre intencje to chwała im za to, jednak jeśli interesuje ich coś innego niż dobra sztuka to zaczynam się zastanawiać czy nie chcą mną i innymi manipulować. Krytyczne i ostrożne podejście do nowych „tryndów”, sprawdzanie źródeł no i praca nad sobą to może nas ustrzec przed niekorzystnymi wyborami.

Na zakończenie cytat zachęcający mnie do przeczytania książki „ARCHITEKTURA WSPÓLNOTY”  Leona Kriera

„Brzydota w naturze jest niezmiernie rzadka. Systematyczna brzydota środowiska i architektury to wina ludzi. To nie rezultat braku kultury, przeciwnie – wynika ona z chaosu konceptualnego, z determinacji i upartego podążania za fałszywymi ideami, z niesłusznej i dekadenckiej ideologii kulturalnej. Buduj więc w taki sposób, abyś ty sam i osoby drogie twemu sercu odczuwały przyjemność, użytkując twoje budynki, patrząc na nie, żyjąc w nich i pracując, spędzając wakacje czy wreszcie starzejąc się w nich.
We współczesnym bałaganie przestrzennym, w którym kaplice przypominają magazyny, a centra handlowe – statki kosmiczne, brakuje autentyzmu, pełno jest form „tak zwanych”, ubranych w monumentalne kostiumy. Nic więc dziwnego, że na ulicach współczesnych miast czujemy się zwykle zniesmaczeni i wyobcowani. „