Sztuka dziełem sfrustrowanych intelektualistów

Nowoczesna sztuka uważa siebie za anty-sztukę. I rzeczywiście, co wspólnego mają abstrakcyjne „dzieła” z prawdziwą sztuką? Nawet Salwador Dali zdystansował się od tego, co nazywał „akademią szpetoty”: „Jesteśmy świadkami narodzin synkretycznej sztuki, pół-karykatury, pół-dekoracji. Picasso i Matisse potrafili jeszcze dobrze malować. Ich dzisiejsi naśladowcy już nawet nie umieją porządnie malować i nie są w stanie odtworzyć na płótnie ludzkiej twarzy. To straszne, bo w ten sposób całemu pokoleniu grozi upadek w najmroczniejsze barbarzyństwo”. Franz Werfel tak określa artystyczną awangardę, do której sam w młodości należał: „Dostrzegałem w sobie oraz w innych wiele arogancji. A skoro sam byłem taki w młodości, muszę przyznać z własnego doświadczenia, że nie ma niczego bardziej bezczelnego, aroganckiego i diabelskiego, niż ta artystyczna awangarda złożona z radykalnych intelektualistów, przekonanych o własnym wyrafinowaniu, głębi poglądów i zdolności do zadawania bólu. W rzeczywistości byliśmy jednak mało znaczącymi palaczami, podgrzewającymi piekło, w którym przypiekana jest dzisiejsza ludzkość”. Koniec tego procesu opisuje znakomicie austriacki malarz i architekt Friedrich Hundertwasser: „Ci, którzy tworzą sztukę, to już od dawna nie są artyści, lecz mała, międzynarodowa mafia sfrustrowanych intelektualistów. Sfrustrowanych, ponieważ ogół społeczeństwa nie dostrzega ich zabiegów. Ci z nich, którzy piastują stanowiska dyrektorów muzeów, teoretyków sztuki i dziennikarzy, są w rzeczywistości pasożytami żerującymi na ciele społeczeństwa. Nikt nie chce mieć z nimi nic do czynienia. Mafia ta, której obce jest pojęcie prawdy i poczucie rzeczywistości, chce dziś dyktować ogółowi, na czym polega prawdziwa sztuka. Odizolowana od normalnego świata, przemawia niezrozumiałym, stworzonym przez siebie żargonem: pop art, body art, concept art, land art, op art, happening, dripping, action painting, taszyzm… Tym sfrustrowanym fabrykantom sztuki malarze jedzą z ręki, w nadziei na zorganizowanie wystawy, pochlebny artykuł w prasie albo sprzedaż ich obrazów. Ci, którzy w ten sposób pną się w górę, będą błaznami obecnego establishmentu. Ich sztuka jest pusta, pozbawiona piękna, bezbożna, głupia i zimna”.

link do całości http://gazetawarszawska.com/2013/10/01/absurd-destrukcja-istota-nowoczesnej-sztuki/